Moje nowe mieszkanie w Warszawie

W ostatnich dniach otrzymałem ofertę pracy w Warszawie. Była to praca marzeń, lecz musiałem się przeprowadzić. Na szczęście w internecie znalazłem osobę skłonną do zamiany mieszkań. Niestety, był w tym haczyk – zabierali ze sobą wszystkie meble. Ja nie chciałem zabierać ze sobą niczego, dlatego po dojściu do konsensusu postanowiłem, że urządzę nowe mieszkanie od zera. Wcześniej robiłem to tylko raz, więc nie byłem do końca pewien swego, lecz mimo wszystko postanowiłem przyjąć to wyzwanie.

Blaty kuchenne, biurka i meblościanki

blaty kuchenne - warszawaMieszkanie było w dobrym stanie – widać było że poprzedni właściciele traktowali je jak swój dom. Wystarczyło tylko odświeżyć ściany i już mogłem zabierać się za myślenie nad wystrojem. Zacząłem od kuchni. Miałem już podstawowe AGD, które było mi potrzebne, wystarczyło teraz dobrać do nich szafki i blaty kuchenne – Warszawa jest znana z tego że wszystko można w niej znaleźć, dlatego nie miałem większego kłopotu z otrzymaniem odpowiadających mi mebli. Następnie wyszukałem stół kuchenny z krzesłami, na końcu zacząłem myśleć o dodatkach takich jak ekspres do kawy i mikrofala. Po urządzeniu kuchni zacząłem myśleć nad salonem. Kupiłem meblościankę, biurko do pracy i kanapę – wszystkie oczywiście pasowały do pomieszczenia. Zaopatrzyłem się też w naprawdę fajny stolik do kawy, by goście nie musieli jeść deseru w kuchni. Potem przeszedłem do sypialni. Wybrałem łóżko z wymiennym materacem i metalową ramą. Dodatkowo dobrałem też meble takie jak szafa na ubrania, szafka nocna i lampka, przy której mógłbym czytać przed snem. Ostatni pokój przystosowałem na mały gabinet – zaopatrzyłem się w półki na książki, gdyż miałem ich całą kolekcję oraz w dębowe, zabytkowe biurko. Dobrałem do tego też odpowiedni dywan, żeby zachować odpowiedni klimat. Wszytko razem prezentowało się naprawdę dobrze, zważywszy na dość ograniczone fundusze i mój brak gustu. Odwiedzający mnie znajomi pochwalili moje wybory, w szczególności podobała im się kuchnia. Dekoratorem nie zostanę – to na pewno – ale mimo wszystko zrobiłem kawał dobrej roboty.

Całe meblowanie zajęło mi ponad dwa tygodnie. Na niektóre meble musiałem cierpliwie poczekać, ale mi się nie śpieszyło. W ogólnym rozrachunku naprawdę dałem radę. Wszystko pasuje do siebie – nie wiem czy idealnie, ale definitywnie nie gryzie się z ogólnym wystrojem. Nowa praca jest ciekawa, do mieszkania coraz bardziej się przyzwyczajam. Mam nadzieję, że przez długi czas nie będę musiał organizować kolejnego miejsca, bo zaczynam lubić swój nowy dom.